Makijaż? Naturalnie!

Okres ciąży był dla mnie dobrym pretekstem, żeby przyjrzeć się swoim nawykom i produktom, których używam oraz pomyśleć o ich zmianie na bardziej naturalne. Czułam i wiedziałam, że moje wybory będą wpływały już nie tylko na mnie, ale także na dwa małe organizmy (spodziewałam się bliźniąt). Jedną z rzeczy, którą objęła rewolucja, była moja kosmetyczka. Od dłuższego czasu używałam naturalnych kosmetyków do pielęgnacji, jednak miałam wrażenie, że bez zmiany podejścia do makijażu kondycja mojej cery nie poprawi się.

Przez ostatnie dwa lata udało mi się wymienić większość kosmetyków, których używałam do tej pory, na te bardziej lub całkowicie naturalne.

1. Podkład  + korektor

Od lat byłam przywiązana do jednego podkładu. Ponieważ od nastoletniości mam problemy z cerą, wydawało mi się, że bardzo kryjący podkład jest dla mnie wyborem koniecznym.

Dodatkowo, zawsze w swojej kosmetyczce miałam ciężki, kryjący korektor. Ostatecznie na decyzję duży wpływ miała informacja o tym, że marka, której używam testuje produkty na zwierzętach. Za namową Karo spróbowałam podkładu mineralnego Bare Minerals. Miałam obawy, czy poradzi sobie z moją cerą – po pierwsze, czy ukryje plamy a po drugie wydawało mi się, że pudrowa konsystencja zapcha moją skórę. Nie wierzyłam też Karolinie, która mówiła, że podobnie jak ja od zawsze ma problemy z cerą. Myślałam sobie: jasne, nieźle kokietuje przecież wygląda doskonale. Jak się okazało, podkład mineralny nie tylko świetnie poradził sobie z plamami, ale po dłuższym czasie stosowania bardzo poprawił kondycję mojej skóry. (Ważne żeby nauczyć się go aplikować, w internecie można znaleźć wiele tutorial’i) Dodatkowo daje wrażenie, że skóra oddycha, co po latach nakładania na siebie klasycznego podkładu jest ogromną zmianą. Używam go też jako korektora. Metodą spot concealing’u, o której pisałyśmy tutaj, maskuję plamy i drobne niedoskonałości, dzięki czemu mam produkt 2w1. Z tej samej marki używam lekkiego rozświetlacza pod oczy.

 

2. Róż i konturowanie

Od dłuższego czasu miałam na oku markę RMS beauty. To dla mnie totalnie nowe podejście do kosmetyków do makijażu. Prawdę mówiąc wcześniej nie zastanawiałam, co jest w składzie kosmetyków kolorowych. Marka RMS została założona przez Rose-Marie Swift, makijażystkę z ponad 35-letnim stażem, pracującą m.in. dla Vogue. Co ciekawe, sama Rose-Marie zaczęła mieć duże problemy ze zdrowiem. Po długich badaniach okazało się, że ich przyczyną są metale ciężkie, które wykryto w jej krwi, takie jak aluminium, bar, kadm, ołów i rtęć, a także wysokie poziomy pestycydów i innych chemikaliów. Do rozwoju choroby przyczyniały się kosmetyki, których używała w pracy na co dzień. To zmotywowało ją do stworzenia linii organicznych kosmetyków kolorowych, które pomagałyby innym kobietom lepiej dbać o siebie i o swoje zdrowie. To wystarczyło, żeby przekonać mnie do przetestowania ich na sobie. Zaczęłam od osławionego już rozświetlacza – Living Luminazer, o którym Karo pisała już tutaj. Ten produkt, dający świetny naturalny efekt przy okazji jest bardzo wydajny. Zachęcona efektem i totalnie kupiona przez filozofię marki postanowiłam zamienić dwa kolejne produkty, których używałam na te od RMS. Zdecydowałam się na Lip2cheek w kolorze spell czyli połączenie różu i szminki oraz na Contour Bronze, czyli bronzer, którym można konturować twarz. Oba produkty z marszu stały się moimi ulubionymi kosmetykami – są naturalne, delikatne i wielofunkcyjne. Bardzo polecam wszelkie tutoriale Rose-Marie, np. ten, w którym pokazuje jak pomysłowo używać jej kosmetyków uzyskując efekt bardzo naturalnego makijażu. Produkty RMS beauty są dość drogie, ale starczają na bardzo długo – ja mam swoje prawie rok i zużyłam mniej niż połowę. Dodatkowo, większość opakowań jest wykonana ze szkła i aluminium, czyli materiałów, które można recyklingować. To pokazuje, jak poważnie Swift podchodzi do swojej marki. W Polsce te kosmetyki można kupić w Warsztacie Piękna.

3. Brwi

W trakcie ciąży pod wpływem tego artykułu postanowiłam podjąć próbę zapuszczenia brwi. Po latach ich regulowania (najczęściej z wątpliwym efektem) miałam ochotę przestać i zminimalizować liczbę zabiegów przy twarzy. Oczywiście nie bez wpływu na moją decyzję była aktualna moda na naturalne, krzaczaste brwi. Sprzyjający był też wpływ hormonów ciążowych który sprawiały, że wszystkie włosy rosły mi szybciej i robiły się coraz bardziej gęste. W między czasie Karolina w prezencie przywiozła mi z Nowego Jorku produkt do brwi od Glossier – Boy Brow, który ma na celu podkreślać naturalny wygląd brwi. Chwilę mi zajęło zanim nauczyłam się go aplikować tak, żeby dawał dobry efekt. Równolegle trafiłam w Sephorze na podobny produkt od Lancome – Sourcils Styler. Przy obu kosmetykach kluczem jest sposób nakładania – najpierw pod włos, a dopiero potem ułożenie ich z włosem. Ten zabieg sprawia, że kolor osiada jedynie na włoskach, nie kolorując skóry. Kto długo walczył z efektem brwi wysprejowanych jak od szablonu, ten wie, o czym mówię. 

4. Usta

Przez długi czas używałam szminek marki Mac, zazwyczaj matowych w bardzo intensywnych kolorach. Razem ze zmianą kosmetyków, zmieniła się też u mnie paleta. Dobrze poczułam się w brązach i kolorach, które są zbliżone do naturalnych odcieni moich ust (chociaż moja miłość do klasycznej czerwieni nie gaśnie). W kosmetyczce jakiś czas temu wylądowała szminka Lipstick Queen w kolorze Knight – wpadającym w brąz. Przyznam, że odkąd ją mam, używam jej praktycznie codziennie. Szminki te polecane jakiś czas temu przez Element Żeński mają skład bogaty w naturalne olejki, woski i są wzbogacone witaminą E.

 

To co zmieniło się pod wpływem wymiany kosmetyków to po pierwsze stan skóry. Zwężone pory, mniej wyprysków, bardziej rozświetlona cera. Codzienne malowanie się zajmuje mi mniej czasu i sprawia więcej przyjemności, ponieważ mam mniej do ukrywania a więcej do podkreślania. Dodam, że od dwóch lat dzięki dzieciakom ostro zarywam noce, więc testuję tę zmianę na warunkach ekstremalnych:) Nie potrzebuję też dodatkowych akcesoriów poza pędzlami do pudru mineralnego. Resztę kosmetyków nakładam palcami. Kolejna rzecz to to, że makijaż wygląda bardzo naturalnie. Wszystkie te kosmetyki świetnie stapiają się z moją cerą, dzięki temu mam ochotę wręcz odejmować niż dodawać specyfiki.

Odkąd przy wyborze tzw. “kolorówki” zaczęłam kierować się składem, to myślę, że podejścia już nie zmienię. Z moich obserwacji wynika również, że kupowanie naturalnych kosmetyków do makijażu jest coraz łatwiejsze ponieważ pojawia się coraz więcej produktów i marek stawiających na naturalny skład i działanie pielęgnacyjne.