Koreańska pielęgnacja skóry

Problemy z cerą to coś z czym borykam się odkąd pamiętam. Siebie z piękną i “czystą” skórą kojarzę jedynie ze zdjęć z początków gimnazjum, potem było już tylko gorzej. W pogodni za polepszeniem stanu mojej cery przetestowałam wielu dermatologów, setki aptecznych specyfików, kremów gotowych i do wykonania z przepisu lekarza, produktów drogeryjnych. Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że jedyne na co nigdy się nie zdecydowałam to Accutane. Raz, że moja skóra nie jest w aż tak złym stanie a dwa, że liczne skutki uboczne zawsze dawały mi do myślenia, czy w całym tym procesie jestem gotowa na aż takie poświęcenia.

Kilka lat temu usłyszałam o koreańskiej pielęgnacji i oczywiście nie byłabym sobą gdybym się tym tematem nie zainteresowała.  W książce Charlotte Cho i w internecie przeczytałam wszystko o poszczególnych krokach i zaopatrzyłam się w niezbędne kosmetyki. Pamiętam, że wykonywanie wszystkich 10 kroków wydawało mi się początkowo trochę głupie, zbyt czasochłonne i może wręcz narcystyczne. Myślałam- “kto siedzi w łazience 20 minut nakładając kolejne warstwy produktów?”. Później przeczytałam  o koreańskiej zasadzie, według której na zdjęcie makijażu powinno się poświęcić tyle samo czasu co na jego nałożenie i to zupełnie zmieniło moje podejście do całego procesu. Zaczęłam dostrzegać przyjemność jaką z niego czerpie, jest moim wieczornym rytuałem podczas, którego wreszcie się odprężam, poświęcam czas sobie samej, swojej skórze do której miałam zawsze taki krytyczny stosunek.

Dla mnie magia koreańskiej pielęgnacji polega nie tylko na wpływie kosmetyków na skórę, ale właśnie na zmianie podejścia w dbaniu o nią. Mimo, że moja cera wciąż jest daleka od ideału to jednak nauczyłam się ją akceptować, lepiej obserwować i po dwóch latach stosowania  10 kroków często zdarza mi się wyjść  z domu bez podkładu, co wcześniej było dla mnie absolutnie nie do pomyślenia. Nie jest to oczywiście efekt tylko i wyłącznie śluzu ze ślimaka i maseczek w płachcie- pomogła tu też zmiana diety, wyeliminowanie pewnych produktów itp., ale moment w którym na serio zaczęłam stosować koreańskie porady to też moment kiedy w mojej skórze zaobserwowałam największe i najkorzystniejsze zmiany.  

Dla tych, którzy o koreańskiej pielęgnacji jeszcze nie słyszeli lub nie czytali, poniżej opis na czym ona polega i jak ja dostosowałam ją do swoich potrzeb.

 

1. Usuwanie makijażu za pomocą olejku

Dokładne oczyszczanie twarzy jest kluczowe w całym procesie. Pierwszy krok polega na wmasowaniu w suchą skórę olejku w celu “złamania” makijażu a następnie spłukanie go letnią wodą (ten element zależy od konkretnego kosmetyku, czasem ścieramy ciepłym ręcznikiem, czasem wystarczy woda). Ja stosuję olejek polskiej marki Resibo, z którego jestem bardzo bardzo zadowolona.

2. Oczyszczanie skóry za pomocą kosmetyku na bazie wody.

Tak, drugi krok to także oczyszczanie:) Chodzi tu przede wszystkim o pozbycie się resztek makijażu, z którymi nie poradził sobie olejek i samego olejku. Ja używam pianki z białka jajka od Mizon.

3. Złuszczanie za pomocą peelingu

Ten etap jest uważany za nieobowiązkowy. Zdecydowanie nie powinno się go wykonywać codziennie, ale już raz lub dwa razy w tygodniu można jak najbardziej. Ja po przetestowaniu wielu peelingów zawsze wracam wiernie do peelingu Ziaji z serii liście manuka. Teraz testuję też peeling od Resibo i na razie jestem bardzo zadowolona.

4. Tonizowanie

Przez bardzo długi czas wydawało mi się, że tonik to produkt zbędny. Do zmiany nastawienia namówiła mnie kosmetyczka, później doczytałam, że jest to też niezwykle ważny element dla Koreanek. Chodzi tu przede wszystkim o przywrócenie skórze odpowiedniego PH. Ja stosuje oczar wirginijski, który ma także właściwości przeciwtrądzikowe, łagodzące podrażnienia, zmniejszające opuchliznę. Jest to mój absolutny kosmetyczny hit, ale w sklepach można obecnie dostać wszelkiego rodzaju hydrolaty, które też na pewno świetnie sprawdzą się w tej roli.

5. Nawadnianie za pomocą esencji

Esencja to produkt wciąż mało popularny w Polsce. Jej głównym celem jest nawodnienie skóry i przygotowanie jej na przyjęcie nawilżających kosmetyków. Pomimo tego, że esencja jest uważana za największy i najskuteczniejszy sekret Koreanek to ja jednak ten krok póki co omijam. Wynika to jednak wyłącznie z faktu, że nie udało mi się jeszcze znaleźć esencji, którą moja cera polubi w stu procentach.

6. Odżywianie za pomocą serum lub ampułki

Serum powinno być dobrane do indywidualnych potrzeb skóry i delikatnie wklepywane co wieczór. Dla mnie jest to absolutnie najważniejszy krok, dzięki regularnemu stosowaniu serum jestem w stanie wyjść na ulicę bez podkładu (może dla niektórych nie jest to żaden wyczyn, ale dla mnie to coś naprawdę wielkiego). Mogłabym prawdopodobnie napisać esej na ten temat, ale powiem tylko, że trzy buteleczki temu, odkryłam ampułkę zwalczającą przebarwienia Mizon, która totalnie odmieniła moją cerę. 

7. Maska w płachcie

Tutaj nie trzeba wiele pisać, maski w płachcie są teraz zdecydowanie na topie. Ja akurat nie stosuję ich zbyt często ponieważ i tak codziennie stosuję serum na twarz, więc to zawarte w płachcie nie jest mi już potrzebne. Poza rym płachty wydają mi się mało ekonomiczne, nie jestem fanem produktów jednorazowych. Mam za to małą obsesję na punkcie masek na bazie glinki, które stosuję 2-3 razy w tygodniu. Mask of Magnaminty od Lush jest jedną z moich ulubionych. 

8. Krem pod oczy

Pielęgnacja okolic oczu to coś co bagatelizowałam przez bardzo długi czas. Mając 26-u lat wciąż wydawało mi się, że w tym wieku jest to raczej zbędny kosmetyk, ale Gabi doradziła mi, że warto zacząć go stosować zanim jest za późno. Teraz stosuję go codziennie raczej dla odprężenia, wklepywanie go bardzo mnie relaksuje, ale jeśli przy okazji zapobiegam zmarszczkom to nie ma co narzekać:)

9. Nawilżenie za pomocą kremu

Krem, emulsja, żel- ważne żeby był nawilżający. Głębokie nawilżenie skóry to zdecydowanie najważniejszy element wieczornej (ale także porannej) pielęgnacji. Ja stosuję kremy Resibo, Epionce, Dr Hauschka i Avene na zmianę, w zależności od pory roku i aktualnych potrzeb mojej cery.

10. Ochrona za pomocą kremu z SPF

Ten ostatni krok nie jest częścią wieczornej pielęgnacji, ale zdecydowanie trzeba o nim pamiętać rano. Nawet jeśli wychodzimy z domu na chwilę, warto nałożyć na skórę krem z filtrem (ja nakładam go po nałożeniu zwykłego kremu nawilżającego). Unikniemy dzięki niemu przedwczesnego starzenia się skóry a także przebarwień.

Alternatyw dla kosmetyków, których ja używam jest oczywiście multum. Produkty, które opisałam powyżej sprawdzają się u mnie co nie znaczy, że będą miały równie świetne działanie u innych, dlatego warto testować, czytać i szukać kosmetyków dopasowanych do naszych indywidualnych potrzeb. To o czym warto pamiętać, to to, że mimo nazwy, do 10 kroków można stosować produkty dowolnego pochodzenia, nie muszą być koniecznie koreańskie. Ja sama bardzo cenię polskie marki dlatego staram się szukać produktów krajowych, ale chętnie sięgam też po koreańskie nowinki, które w Stanach są dużo tańsze niż w Polsce. Zdecydowanie najważniejsza w pielęgnacji jest natomiast systematyczność i podążanie za krokami (w miarę możliwości) regularnie.