Hity z satelity

Są takie kosmetyki, których używam codziennie, bez których nie może się odbyć żaden wyjazd, których muszę mieć w domu zapas na wypadek gdyby zostały wycofane z produkcji. Poniżej kilka z moich starszych i nowszych odkryć, dokładnie przetestowanych i zdecydowanie ulubionych- polecam je każdemu, nie mogę i nie chcę się bez nich obyć.

 

Witch hazel, czyli oczar wirginijski. W USA to chyba jeden z najbardziej popularnych specyfików na podrażnioną skórę, oparzenia słoneczne i redukcję opuchlizny. Jest tam dostępny praktycznie w każdym sklepie za nieduże pieniądze. Na wielu kosmetycznych blogach można o nim też przeczytać jako o fantastycznym toniku. Stosuję go już od ponad roku, codziennie rano i wieczorem. Jest to dla mnie absolutny hit i nie planuję go niczym zastąpić w bliższej i dalszej przyszłości. Warto wspomnieć, że jest on także świetny dla cery trądzikowej, bardzo przyspiesza gojenie śladów po wypryskach, odświeża skórę i nawilża ją równocześnie nie zapychając. Z racji tego, że oczar ma dość specyficzny zapach, który nie każdemu może odpowiadać, na rynku dostępne są też wersje z różą czy cytryną, które mają takie samo działanie i zdecydowanie przyjemniejszy zapach.

350 ml- około 8-9 USD

 

Olejek do demakijażu Resibo- o tym kosmetyku wszystko już chyba zostało powiedziane. Początkowo trochę bałam się go stosować, bo testowałam w przeszłości wiele olejów i niestety okazało się, że moja cera za nimi nie przepada. Nie byłam też szczególnie przekonana do idei zmywania go wilgotną szmatką dołączoną do zestawu,  bo na codzień wycieram twarz papierowym ręcznikiem. Muszę jednak przyznać, że od pierwszego użycia byłam zachwycona efektem i przez ostatnie pół roku stosowałam go codziennie. Olejek w niesamowicie delikatny, ale zarazem skuteczny sposób pozbywa się makijażu i innych nieczystości . Do tego warto dodać świetny skład- między innymi olej abisyński, olejek manuka oraz witamina E, dobrą wydajność oraz sensowną cenę i mamy produkt idealny.

150 ml- 59,99 zł

 

Mizon Ampułka ze śluzem ślimaka– HIT HIT HIT. Mój pierwszy koreański kosmetyk polecony przez ekspedientkę w jednej z krakowskich drogerii. To co go przede wszystkim wyróżnia od wielu innych dostępnych na rynku ampułek to wysoka zawartość filtratu wydzieliny ślimaka- aż 80%. Dzięki temu serum świetnie nawilża i uelastycznia skórę a także przyspiesza jej regenerację. Ponadto ma właściwości przeciwzmarszczkowe i rozjaśniające. Po tygodniu używania wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę i że nie rozstanę się z nim przez baaardzo długi czas. Ampułka pomogła mi przede wszystkim w  pozbyciu się przebarwień po trądziku. Jestem przekonana co do skuteczności, bo tuż przed rozpoczęciem kuracji zrobiłam zdjęcia swojej skóry i co tydzień robiłam kolejne. Różnica była naprawdę bardzo duża. Polecam go przede wszystkim osobom z cerą trądzikową bo serum fantastycznie przeciwdziała aktywnym zmianom jak i rozjaśnia te już zagojone.

30 ml- około 85 zł (znacznie tańszy w USA)

 

Glossier Cloud paint w kolorze Dusk i Haze- Ten kosmetyk nie jest niestety dostępny w Polsce. W tym momencie można go dostać jedynie w USA oraz w Kanadzie, ale jeszcze w tym roku Glossier zacznie wysyłkę do UK, więc warto uśmiechnąć się do koleżanek mieszkających za granicą lub pamiętać o tej fimie przy okazji podróży.. Zanim opiszę dokładniej Cloud Paint chciałabym wspomnieć o firmie Glossier, którą w Stanach jest teraz na absolutnym topie. Motto tej marki to “Skin first, makeup second” dlatego w swoich kampaniach stawiają przede wszystkim na piękną i zdrową cerę oraz naturalne kosmetyki. W pierwszej kolejności wypuścili na rynek kilka produktów do pielęgnacji a następnie bardzo oszczędną serię kosmetyków makijażowych. Miałam okazję być w ich showroomie pare razy i udało mi się przetestować kilka pozycji z ich oferty, ale jest to temat na osobny post. Jedno jest pewne, Glossier nie jest marką dla każdego z dwóch względów. Po pierwsze, moim zdaniem ich oferta jest skierowana przede wszystkim do kobiet, które mają bardzo ładną cerę i nie borykają się z żadnymi większymi problemami a po drugie, firma preferuje zdecydowanie “no makeup makeup” czyli bardzo oszczędne stosowanie makijażu co nie każdemu odpowiada. Ja osobiście jestem zakochana w takim podejściu, stąd też nie mogłam się doczekać kiedy moja cera będzie w wystarczająco dobrej kondycji abym mogła zacząć korzystać z ich kosmetyków.

Po tym długim wstępie czas na opis Cloud paint:) Jest to bez dwóch zdań najlepszy róż w kremie (właściwie w kremie/płynie) jaki miałam. Kolory są przepiękne (zainspirowane zachodem słońca w Nowym Jorku), konsystencja delikatna i łatwa w aplikacji. Ja nakładam kolor Dusk w miejsce bronzera z Haze na policzki jako róż. Co najważniejsze Cloud paint wygląda bardzo naturalnie, można go nakładać palcami (wystarczy bardzo mała ilość) i w żaden sposób nie zapycha porów. Produkt wart każdej złotówki!

10 ml- 18 usd

RMS Living Luminizer to jeden z tych kosmetyków, które poprawiają wygląd skóry w sekundę. Można nim rozświetlić w zasadzie całą twarz-kości policzkowe, oczy, nos, a także usta. To co uwielbiam w nim najbardziej to naturalny efekt. Nie znajdziecie tu żadnych drobinek, nic się nie osypuje, nie klei i w dodatku do aplikacji nie jest potrzebny pędzel- palce sprawdzają się najlepiej. Kolejnym plusem rozświetlacza od RMS jest jego skład. Produkt jest całkowicie organiczny a znajdziemy w nim olej kokosowy, olej rycynowy a także ekstrakt z rozmarynu. Cena i słaba dostępność mogą lekko odstraszać, ale naprawdę warto się skusić, bo Living Luminizer jest niesamowicie wydajny i wystarczy na co najmniej dwa lata codziennego używania.

4,82g- 38 usd/ ok. 179 zł