Czego nauczył nas miesiąc bez Instagrama

Od jakiegoś czasu dużo myślimy nad wpływem social media na nasze życie. Zrobiłyśmy  krótki rachunek sumienia i doszłyśmy do wniosku, że ostatnio przynosi nam więcej złego niż dobrego. Nie chcemy sprawiać wrażenia wielkich przeciwniczek mediów społecznościowych. Same z nich korzystamy prywatnie, ale także aby podzielić się naszym blogiem i nie planujemy z tego rezygnować w najbliższej przyszłości. Staramy się jedynie podejść do tematu z rozwagą, obserwować jak na nas działają, jakie uczucia towarzyszą nam kiedy przeglądamy zdjęcia innych ludzi, ile czasu nam to zajmuje i jaki wpływ ma to na nasze relacje z rodziną. Nie jest naszym zamiarem pouczanie kogokolwiek. Możliwe, że nasze przemyślenia w tym temacie w ogóle nie pokrywają się z Waszymi. Celem naszego bloga jest jednak pisanie o tym o czym na co dzień rozmawiamy, a temat social media jest teraz zdecydowanie na tapecie:)

Pomysł na eksperyment polegający na ograniczeniu korzystania z social media, w tym głównie z Instagrama zrodził się z frustracji, którą obie odczuwałyśmy. Miałyśmy poczucie zarówno straty czasu jak i wewnętrznego zaśmiecenia reakcjami i emocjami, które wyzwalały w nas media społecznościowe. Rozmawiałyśmy o ich wpływie na nasze życia i zastanawiałyśmy się, co się stanie jeśli zrezygnujemy z codziennego przeglądania Instagrama. Chciałyśmy zacząć od dwóch dni, ale kiedy czas minął i zauważyłyśmy, że nie jest to tak trudne jak nam się na początku wydawało stwierdziłyśmy, że chcemy kontynuować nasz “odwyk”. Postanowiłyśmy, że nie będziemy oglądać zdjęć ani stories (odpowiadanie na wiadomości lub komentarze było dozwolone). Zanim przejdziemy do końcowych wniosków, chcemy opowiedzieć trochę więcej o naszych doświadczeniach z social media.

Nasze doświadczenia

Karo: Od kilku lat nie mieszkam w Polsce, więc muszę włożyć dodatkowy wysiłek w utrzymanie kontaktu z rodziną i przyjaciółmi. Sposobów jest mnóstwo – na co dzień korzystam przede wszystkim ze Skype’a czy Whatsapp’a, ale Instagram też jest bardzo przydatny. Nie muszę wysyłać jednego zdjęcia, czy filmu do kilku ludzi osobno, mogę je po prostu opublikować i każdy kto jest zainteresowany, może je sobie obejrzeć. Dodatkowo Instagram jest dla mnie jednym z głównych źródeł inspiracji jeśli chodzi o modę czy pielęgnację. Chyba nie ma w tym momencie firmy, odzieżowej lub kosmetycznej, która nie miałaby swojego profilu na Instagramie. Razem z Gabi wyszukujemy nowości, codziennie wysyłamy sobie inspiracje, zapisujemy rzeczy, do których chcemy wrócić, nad którymi się zastanawiamy itp. Z pozoru nie ma w tym nic złego, ale przy dłuższej obserwacji doszłam do wniosku, że wcale nie jest to tak niewinne jak się wydaje.

Chcę się skupić na trzech aspektach social media, które mają dla mnie największe znaczenie i które spowodowały, że zdecydowałam się na nasz eksperyment. Po pierwsze, w życiu znajduję się teraz na rozstaju dróg- właśnie skończyłam ponad roczną podróż, osiadłam w nowym mieście na drugim końcu świata i powoli zaczynam rozglądać się za pracą. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że rozpoczynanie wszystkiego od nowa jest dość stresujące, zwłaszcza kiedy samemu się nie wie, w jakim kierunku iść. Nie pomaga mi w tym Instagram. Codziennie przeglądam dziesiątki zdjęć, pięknych ludzi, produktów i miejsc, zaplanowanych żyć i udanych karier. Wiadomo, w internecie każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. Może nie na wszystkich ma to taki sam wpływ jak na mnie, ale w moim przypadku powoduje to niezły mętlik w głowie, setki pytań co jest ze mną nie tak, że mając 28 lat dalej nie do końca wiem co ze sobą zrobić, kiedy wokół mnie wszyscy mają idealne życia. Zamiast skupić się na sobie, skupiam się na tym jak innym wszystko się udaje i jak bardzo ja zostaję w tyle. Myślę o tym, czemu moje zdjęcia nie są tak ładnie skomponowane jak zdjęcia koleżanek. Może jestem zbyt sztywna i powinnam bardziej pokazywać siebie? Dla kogoś może to być motywujące, dla mnie niestety wręcz przeciwnie.

Druga rzecz to czas. Chociaż na Instagramie followuję mniej niż 200-stu użytkowników to jednak zawsze pojawia się coś nowego co warto zobaczyć. Podniecenie związane z odświeżaniem strony to chyba udowodniony problem, o którym piszą psychologowie. Mi ono także się udziela. W rezultacie tracę mnóstwo czasu, który można lepiej zagospodarować, na przewijanie zdjęć i oglądanie stories, które absolutnie niczego ciekawego nie wnoszą do mojego życia.

Ostatni, trzeci aspekt związany jest z napędzaniem sprzedaży i chęci kupowania nowych rzeczy. Większość postów na Instagramie jest mniej lub bardziej  subtelną zachętą do zakupów, reklamy bombardują nas z każdej strony. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego jak bardzo powszechne jest to zjawisko. Pojęcie influensera jest stosunkowo nowe, ale jednak dość mocno zakorzeniło się już w naszej kulturze. O ile dawniej Instagram był całkowicie wolny od reklam i skupiał się na zdjęciach z wakacji i tym podobnym rzeczach, to teraz roi się na nim od postów sponsorowanych. Blogerzy, którzy dawniej byli dla mnie inspiracją powoli zamienili się w marketingowe machiny, które reklamują mnóstwo produktów. Nie widzę niczego złego w tym, że ktoś kogo obserwuję od lat zaczyna zarabiać na swoim hobby. Chodzi mi jedynie o to, że nie mam już pewności czy produkty, o których pisze rzeczywiście są jego ulubionymi. Mam też problem z niekończącymi się nowościami – każda stylizacja wymaga nowych butów czy torebek, każdy makijaż wymaga innej palety cieni, w nowym sezonie wypadałoby w sumie wymienić całą szafę i tak dalej i tak dalej. Mam wrażenie, że teraz to firmy decydują o tym kiedy powinnam coś kupić a nie ja sama. Opieranie się chęci wydawania pieniędzy staje się trudne, dla wielu wręcz niemożliwe.

Gabi: Instagram jest dla mnie doskonałym źródłem informacji – poprzez niego wyszukuje nowe zjawiska, marki, ciekawe projekty i osoby. Od kiedy urodziłam dzieciaki (mam 2-letnie bliźniaczki) spędzam czas głównie w domu (pracuję jako freelancerka) lub z nimi i właśnie social media zapewniają mi stały kontakt z przyjaciółmi i znajomymi – na Instagramie rozmawiam, dzielę się zdjęciami i filmami. Zauważyłam niestety, że szczególnie kiedy jestem bardzo zmęczona, potrafię bezmyślnie spędzać na nim masę czasu. Długo myślałam, że nie ma to na mnie negatywnego wpływu. Kiedy rozmawiałyśmy o tym z Karo twierdziłam, że faktycznie jest to pożeracz czasu, ale nie zauważałam negatywnego wpływu na moje samopoczucie. Aż do czasu kiedy ograniczyłam korzystanie.

ilustracja: Gabi Małacha

Nasze wnioski

Karo: Po trzech tygodniach bez Instagrama okazało się, że wcale za nim nie tęsknię. O dziwo, nie muszę walczyć z przemożną chęcią przeglądnięcia nowych zdjęć. Co więcej nawet kiedy zdarza mi się zajrzeć na Instagram mam wrażenie, że większość postów, które dawniej były dla mnie ciekawe, teraz już nie są. Okazuje się, że nie jest on aż takim uzależnieniem jak myślałam, jestem w stanie z niego całkiem zrezygnować jeśli tego chcę. Pewnie dalej będę z niego korzystać – może raz dziennie, może raz na tydzień. Na pewno jednak nie chcę wrócić to sprawdzania go co godzinę. Czas, który zyskałam staram się przeznaczać na coś bardziej konstruktywnego. Nie jest to proste, bo jest to wciąż stosunkowo nowe zjawisko, więc muszę nauczyć się z niego sensownie korzystać. Zamiast wpadać w sidła innej aplikacji, która zajmie mój czas (FB, Pinterest czy Youtube) staram się ćwiczyć, sięgać po książki, ostatnio zostałam nawet wolontariuszką w schronisku dla psów. Moim priorytetem jest teraz szeroko rozumiany rozwój i skupienie na sobie. To nie powoduje stresu ani nie prowokuje zakupów i na pewno wnosi więcej do mojego życia niż Instagram.

Gabi: W momencie kiedy to opisuje od 3 tygodni wchodzę na Instagrama tylko sporadycznie, żeby odpisać na wiadomość, sprawdzić komentarze na naszym profilu i wrzucić jeden post zapowiadający właśnie ten wpis. Kiedy zaczęłyśmy detox myślałam przede wszystkim, że będzie mi bardzo brakowało wiedzy na temat tego co się dzieje np. u moich znajomych, na obserwowanych przeze mnie profilach marek i projektów.  Kiedy wcześniej wrzucałam stories z moimi dzieciakami miałam na nie często bardzo miłe reakcje co nie ukrywajmy, bardzo łechta ego.

Po kilku pierwszych dniach okazało się, że nie brakuje mi tego, a kontakt ze znajomymi nadal utrzymuję ;). To co się przede wszystkim zmieniło to większa uwaga i skupienie na sobie i ludziach wokół (tych dużych i przede wszystkim tych małych). Mam więcej czasu (dosłownie!) na robienie innych rzeczy, m.in. czytam więcej książek. Łatwiej też znaleźć mi czas na codzienną medytację. Długo wydawało mi się, że “siedzę” na telefonie, żeby odpocząć. Po takim czasie korzystania w ograniczony sposób zauważyłam, że było wręcz odwrotnie – ilość dostarczonych codziennie bodźców przytłaczała mnie.

Kolejną rzeczą którą zaobserwowałam jest mniejsza chęć i potrzeba zakupów. Ze zdziwieniem odkryłam, że przez 3 tygodnie nic nie kupiłam (poza niezbędnymi codziennymi zakupami jak np. jedzenie). Przez ten czas nie wchodziłam też na strony sklepów internetowych i generalnie nie zajmowało mi to głowy. Ten detox zbiegł się z okresem kiedy musiałam solidnie ograniczyć wydatki i bardzo mi w tym pomaga. Zauważyłam też, że oglądanie wielu zdjęć atrakcyjnych ludzi sprawiało, że podświadomie się do nich porównywałam. Odkąd ich nie oglądam, zdecydowanie lepiej się czuję w tym co noszę na co dzień.

Z pełnym przekonaniem polecamy detox od social media. Może on trwać dzień, dwa czy miesiąc, warto sobie założyć na początku co i jak ograniczamy i zapisać swoje obserwacje. Nie pierwszy raz okresowo staramy się coś zmieniać i sprawdzamy jak to na nas działa. Za każdym razem skutkiem ubocznym jest stała zmiana i większa wiedza na temat tego jaki wpływ mają na nas pewne rzeczy i zjawiska.