Budżet domowy – moje zrównoważone podejście do finansów

Prawie 10 miesięcy temu wróciłam do pracy po półtorarocznej przerwie, którą, razem z moim mężem, spędziłam na podróżach. Pracuję w Kalifornii i mój pracodawca wysyła wynagrodzenie dwa razy w miesiącu, dzięki czemu wczoraj na moje konto wpłynęła 20 wypłata. Pomyślałam, że to prawie tak jakbym pracowała już rok i to zainspirowało mnie do przemyśleń na temat pracy i pieniędzy, a co za tym idzie do  napisania postu o tym jak podchodzę do domowych finansów.

Zacznę od tego, że finanse są od dawna obecne w moim życiu, spędziłam 5 lat studiując je na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, a następnie miałam z nimi wiele do czynienia w pracy, tworząc budżety, zarządzając nimi itp. Zdecydowanie nie jest to jednak moja pasja, jedynie coś w czym się mniej więcej orientuję i co uważam za bardzo ważne zarówno w pracy jak i w życiu prywatnym. Umiejętność planowania i kontrolowania swoich przychodów, wydatków oraz oszczędności przynosi wiele korzyści, o czym na pewno nie muszę nikogo przekonywać.

Ideę oszczędności miałam wpojoną właściwie od dzieciństwa, więc kiedy zaczęłam pracować od razu wiedziałam, że skrupulatne odkładanie konkretnej kwoty na czarną godzinę jest ważne. Niestety przez kilka lat na tym kończyło się moje zarządzanie domowymi finansami. Bardzo szybko po tym jak zaczęłam zarabiać pierwsze pieniądze wpadłam w pułapkę wydawania. Połączyło się to z frustracją związaną z pracą i właśnie w kupowaniu oraz wydawaniu pieniędzy widziałam rozwiązanie problemów. Po męczącym i stresującym dniu w pracy szłam do sklepu po nową bluzkę, która przecież na pewno poprawi mi humor, albo kupowałam kolejny kosmetyk, który w mojej głowie magicznie sprawiłby, że jutro chętnie wstanę rano do pracy. Wydawało mi się, że dopóki co miesiąc na konto oszczędnościowe przesyłam konkretną kwotę, to mam wszystko pod kontrolą i świetnie zajmuję się swoimi pieniędzmi.

Wszystko zmieniło prawie trzy lata temu, kiedy razem z moim mężem zaczęliśmy poważnie myśleć o przerwie od pracy i stwierdziliśmy, że aby doszło to do skutku musimy poważnie przyjrzeć się temu, ile wydajemy, ile zarabiamy i ile oszczędzamy, oraz czy przy trybie życia jaki obecnie prowadzimy stać nas na brak wynagrodzenia przez rok. To podejście zapoczątkowało nasz budżet domowy, który przypomina w pewnym sensie rachunek zysków i strat, który prowadzi każda firma. Co miesiąc zaczęliśmy go skrupulatnie wypełniać i obserwować ile i na co wydajemy. Chociaż oboje zawsze stosunkowo rozsądnie podchodziliśmy do pieniędzy to jednak pewne kategorie bardzo nas zaskoczyły i dały wiele do myślenia. Okazało się, że wydajemy krocie na jedzenie w restauracjach. Nigdy nie chodziliśmy do tych drogich, ale okazało się, że wyjście nawet dwa dni w tygodniu do naszych  lokalnych knajp “pożera” bardzo duże kwoty. Podobnie było z ubraniami, na które wciąż dużo wydawałam, rachunkiem za telefony (nie wiem czemu, ale w USA z jakiegoś powodu te usługi są dużo droższe niż w Polsce) czy czynszem. Wszystkie kategorie, na które naszym zdaniem wydaliśmy za dużo, musiały przejść metamorfozę. Przeprowadziliśmy się do innego mieszkania, zmieniliśmy operatora komórkowego, zaczęliśmy gotować więcej w domu i zwracać uwagę na wszystkie te “niby” małe wydatki, które na koniec miesiąca składały się na całkiem dużą kwotę. Aby móc skorzystać z rocznego urlopu, musieliśmy oczywiście jeszcze wiele zmienić w naszym wydawaniu, ale oboje jesteśmy przekonani, że to właśnie budżet pomógł nam nie panikować w trakcie podróży. Wszystkie wydatki zapisywaliśmy, sprawdzaliśmy i w zależności od wyników z danego miesiąca wiedzieliśmy, że np. kolejna podróż musi się odbyć w jakieś tanie miejsce, albo najlepiej w ogóle na miesiąc zatrzymać się w Krakowie, który po NYC jest dla nas stosunkowo tanim miejscem.

Mogłabym jeszcze wiele napisać o swoich doświadczeniach z tego okresu, ale chciałabym w tym poście zawrzeć także kilka porad i sugestii dla osób, które są zainteresowane wprowadzeniem budżetu do swojego życia.

 

  1. Sam pięknie wykonany plik w Excelu niekoniecznie pomoże. Ważne jest aby założyć sobie ile miesięcznie chcemy wydawać (w całości lub na poszczególne kategorie) lub ile oszczędzać i na podstawie budżetu dążyć do tego celu. W zależności od sytuacji życiowej te liczby mogą ulec zmianie i ważne jest aby być elastycznym- w gorszym miesiącu oszczędzimy mniej, ale jeśli zaczniemy więcej zarabiać to można zwiększyć właśnie oszczędności, a nie wydatki.
  2. Przejrzystość i świadomość ile mamy pieniędzy, gdzie są ulokowane i na jakich kontach ich szukać jest bardzo ważna. Znam osoby, które wolą się nie logować do swojego banku, bo boją się co tam zastaną. Myślę, że warto się przemóc i często kontrolować stan konta tak aby móc na przykład przystopować, jeśli w połowie  miesiąca jesteśmy już w kiepskiej sytuacji, albo poczuć się swobodniej jeśli jest na odwrót.
  3. Dobrze jest przelać kwotę, którą chcemy oszczędzić na inne konto już pierwszego dnia po wypłacie. Wielu osobom może się to wydawać oczywiste, ale myślę, że wciąż warto o tym wspomnieć. Ja traktuję to jako zabezpieczenie przed samą sobą;)
  4. Co do samego budżetu, u każdego będzie on wyglądał inaczej. Warto spisać wszystkie kategorie, na które wydajemy i pogrupować je np. dom/podróże/usługi/specjalne okazje/inne itp. Aby łatwiej było po nich nawigować.
  5. Dobrze jest aktualizować budżet przynajmniej co miesiąc i zrobić z tego pewnego rodzaju rytuał, np. zawsze robić to pierwszego dnia kolejnego miesiąca. Ja aktualizuję swój co tydzień, bo wtedy do wprowadzenia mam mniej transakcji i zajmuje mi to mniej czasu.
  6. Polecam zrobienie też osobnego pliku z oszczędnościami, stanami kont, lokatami i ich oprocentowaniem, bo te liczby też warto aktualizować. Ja szczególnie lubię sprawdzać stan oszczędności z początku roku i porównać z końcem, mogę sobie wtedy sama pogratulować i przez moment czuję się jak odpowiedzialny dorosły:)